Dodana: 28 kwiecień 2018 12:33

Zmodyfikowana: 28 kwiecień 2018 12:40

W niedzielę piłkarze Jagiellonii Białystok zmierzą się w Białymstoku z Wisłą Kraków

Wisła jest zespołem bardzo dobrze poukładanym taktycznie. Jej zawodnicy grają bardzo blisko siebie, dlatego trzeba grać piłką naprawdę szybko, aby te odległości pomiędzy nimi stały się większe. To nie będzie łatwe, bo widać, że Wisła jest drużyną, która bardzo dużo pracuje pod względem taktycznym – mówił przed spotkaniem z Wisłą Kraków Ireneusz Mamrot.

Ilustracja do artykułu jaga.jpg

Szkoleniowiec Jagi nie ukrywa, że ostatnie zwycięstwo w Kielcach było jego drużynie bardzo potrzebne. - Widać po zachowaniu zawodników na treningach, że to negatywne ciśnienie zeszło z zespołu. Atmosfera w szatni jest dużo lepsza. Nie chodzi tu oczywiście o relacje między zawodnikami czy sztabem, bo tu nigdy problemów nie było, ale widać, że w tym tygodniu treningi sprawiały drużynie zdecydowanie więcej radości. Wiadomo jednak, że musimy utrzymać koncentrację, bo przez jedno zwycięstwo nie możemy popadać w euforię. Zawsze trzeba trzymać odpowiedni poziom, ale ta wygrana była drużynie bardzo potrzebna. Mam nadzieję, że to będzie dla nas przełomowy moment w tym sezonie i teraz rozpoczniemy jakąś dobrą serię – tłumaczył.

Zdaniem trenera Mamrota, przed niedzielnym spotkaniem nie należy się sugerować ostatnią porażką Wisły z Legią Warszawa (0:1). - W meczu z Legią Wisła była osłabiona, bo trener Carrillo nie mógł skorzystać z obu lewych obrońców – Jakuba Bartkowskiego i Macieja Sadloka, a do tego ze środka pola wypadł mu Pol Llonch. Widać było, że Wiśle tych zawodników brakowało, ale na mecz z nami będą już dostępni, więc rywale z pewnością będą mocniejsi niż przed tygodniem. Przeciwko Legii Wisła miała swoje sytuacje, ale trzeba obiektywnie przyznać, że to zespół z Warszawy był lepszy w tym spotkaniu – nie ukrywał opiekun Żółto-Czerwonych, który nie chce za bardzo wybiegać w przyszłość, jeśli chodzi o walkę o mistrzostwo Polski.

- Żeby wszystko rozstrzygało się w ostatnich kolejkach, nie można się po drodze potknąć. Gdy ta strata będzie większa, to o jej odrobienie będzie trudno. Wszyscy zapominają o Wiśle Płock, a moim zdaniem ta drużyna wciąż jest w grze o tytuł. Płocczanie mają niewielką stratę do czołówki i trzeba ich na poważnie brać pod uwagę. Jasne, że jedna porażka może to zmienić, ale póki co wciąż są w grze. Żeby mówić o meczach z Legią i Lechem, trzeba najpierw wygrać w niedzielę z Wisłą. To jest dla nas najważniejsze – zaznaczał Ireneusz Mamrot, który odniósł się również do wypowiedzi Arvydasa Novikovasa, który po meczu w Kielcach mówił, że „czasem ktoś musi dać mu w łeb, żeby znowu grał normalnie”.

- Dzisiaj można się zastanawiać, czy wcześniej nie należało mu dać po głowie (śmiech), ale cieszy jego pozytywna reakcja. Wiadomo jednak, że co tydzień to takiego efektu nie przyniesie, więc trzeba też używać innych sposobów. Dobrze, że Arvydas tak zareagował. Zdaje sobie sprawę, że zawsze trzeba grać na sto procent pod względem taktycznym. On zawsze jest bardzo zaangażowany w grę. Tego mu nie można odmówić, bo w każdym spotkaniu ma wiele sprintów, ale we wcześniejszych meczach brakowało mu takich zagrań w pole karne, jak przy pierwszej bramce w Kielcach do Romana. Jego postawa cieszy i liczę na to, że on to utrzyma na dłużej – komentował 47-letni szkoleniowiec.

- Dla mnie u piłkarzy jest ważna jedna rzecz – jeśli dobrze wyglądasz pod względem fizycznym i jesteś w formie, to nie zepsuj tego sobie sam swoim podejściem. On w tej chwili wygląda bardzo dobrze, więc teraz istotne jest, aby utrzymał koncentrację i grał dla zespołu, bo wtedy korzystają na tym wszyscy – zarówno on, jak i drużyna. Grając dla zespołu, Arvydas jest najlepszym piłkarzem. Wie, kiedy wejść w pojedynek, kiedy dograć, a kiedy uderzyć. Gdy jednak w jego grze jest zbyt wiele akcji indywidualnych, to nawet przeciwnik ma łatwiej, bo wie, że Arvydas zawsze rozpoczyna od dryblingu. W Kielcach dał on bardzo dobrą zmianę i wierzę, że to rozpoczęcie meczu na ławce uświadomiło mu, że też musi pewne rzeczy realizować na boisku – dodawał trener Jagiellonii, na koniec wypowiadając się na temat sytuacji Cilliana Sheridana, którego w Kielcach zabrakło w meczowej osiemnastce.

- Z Sherim jest trochę inna sytuacja, bo ostatnio gra na różnych pozycjach. W momencie, gdy wydawało się, że wraca do wysokiej formy, asystując w meczu z Arką Gdynia, złapał kontuzję i nie trenował przez trzy tygodnie. W tej chwili wygląda fizycznie bardzo dobrze, bo przepracował ten tydzień bardzo solidnie. To, że nie było go ostatnio w osiemnastce, też na niego wpłynęło i widać u niego dużą motywację. Zawsze to jest tak, że zawodnik niby zawsze ciężko pracuje, ale w pewnych sytuacjach pokazuje, że stać go na jeszcze cięższą pracę. Tak było w tym przypadku – zakończył Ireneusz Mamrot.

Za: jagiellonia.pl (tekst i foto)

facebook