Dodana: 6 wrzesień 2017 09:25

Zmodyfikowana: 6 wrzesień 2017 09:25

Historie utkane z nici - stare rękodzieło dla przyszłości. Wystawa w Hajnowskim Domu Kultury

Perebory - haft tkany to specjalność gospodyń z Podlasia. Zapisany w zeszycie przypomina zaawansowane matematyczne wzory, na kapach zamienia się geometryczne figury. Występuje tylko w tym regionie Polski. Najstarsze jego egzemplarze, znalezione w prywatnych domach w okolicach Kleszczel, można będzie zobaczyć na wystawie „Historie utkane z nici - stare rękodzieło dla przyszłości”, która 8 września o godz. 17.00 otwarta zostanie w Hajnowskim Domu Kultury.

Ilustracja do artykułu aranżacja wystawy, fot. Magdalena Kleban (1).jpg

8 września o godz. 17.00 Stowarzyszenie Kulturalne „Pocztówka” zaprasza na otwarcie wystawy w Hajnowskim Domu Kultury. Wystawa będzie czynna do 25 września /w godzinach pracy HDK/.

Wietrzenie szaf

Ze starych szaf i strychów domów wydobyła je Agata Rychcik-Skibiński ze Stowarzyszenia Kulturalnego "Pocztówka". Interesuje się lokalnym rękodziełem, odkąd w 2012 roku przeniosła się wraz z mężem z Warszawy do Policznej i wspólnie zorganizowali tu największy wędrowny festiwal teatralny w regionie – Wertep. Ich dom w Policznej pełen jest podlaskich bibelotów i ludowego rękodzieła. Odtwarzają stare przepisy, cenią lokalne rzemiosło, nawet ogród mają urządzony na tutejszą modłę.

- Tkaniny są ważną częścią ludowej tradycji rejonu; są tu niemal w każdym domu. Pokazane na wystawie, być może w przyszłości pomogą komuś odtworzyć lokalne wzornictwo, albo staną się inspiracją do nowych prac - mówi Agata Rychcik, koordynatorka projektu o tym samym tytule jak wystawa, dzięki któremu przeprowadzono warsztaty tkackie, spotkania w szkołach i „wietrzenia szaf” gospodyń w Policznej, Dobrowodzie, Tofiłowcach, Werstoku i Wojnówce, – Nie znaczy to, że te skarby pochodzą tylko z tych pięciu miejscowości. Dostałam makatki od 80-letniej pani z Policznej, która 50 lat temu przyjechała tu za mężem z pobliskiego Grabowca i stamtąd przywiozła swój posag. Miejscowi mogli oglądać go przez okna jak wystawę. Rzeczy, które udało nam się zebrać na wystawę, pochodzą z różnych miejscowości odległych od siebie, góra o 50 km. Większość z nich to tkaniny powojenne, z lat 50. i 60., ale udało nam się zdobyć też kilka przedwojennych kap i ręczników.

Perebory, ręczniki, bieżniki

Agata z ekipą poszukiwawczą, najpierw chodziła od domu do domu i fotografowała, to co ludzie jej pokazywali: tysiące rzeczy, tysiące opowieści, ponad 200 wypożyczonych eksponatów: kapy, ręczniki, obrusy i makaty, chodniki, kilimy. Przerosło to jej wyobrażenia.

- Wprawdzie na początku gospodynie niezbyt chętnie otwierały przede mną drzwi i kufry. Po prostu wstydziły się, bo przeważnie uważały, że to co mają jest bezwartościowe, ot jakieś stare szmaty – opowiada. - Zapadła mi w pamięć historia, kiedy jedna z pań ucięła haftowane końce ręcznika, bo bez nich lepiej nadawał się na ścierkę, w Tofiłowcach ktoś używał kilimów jako wycieraczki. Irena Rybak uratowała kilka ręczników od takiego końca. Kiedy jednak przełamaliśmy pierwszą barierę, okazywało się, że w czeluściach szaf jest jeszcze sporo starych tkanin, zadbanych, przechowywanych pieczołowicie, otulonych wspomnieniami po prababce, babce, matce. Kiedy ludzie usłyszeli jak się nimi zachwycam, to każdy chciał żebym do niego też przyszła, od niego też wzięła. Do tej pory odbieram takie telefony. Selekcja do wystawy to była najtrudniejszym punktem przedsięwzięcia.

Pomógł jej w tym Patryk Pawlaczyk, kustosz w Dziale Etnografii Polski i Europy w Państwowym Muzeum Etnograficznym w Warszawie, specjalizujący się w tematyce strojów ludowych i tkanin. Wspólnie wybrali 100 eksponatów. Etnograf za najciekawsze uznał tkaniny okrywowe nazywane „perborami” (od przetykania, przekładnia).

- To rzeczy tkane, ale wyglądają jak haft - wyjaśnia. – Najstarsze kapy, prawdopodobnie jeszcze przedwojenne, zdobieniami przypominają opartowskie geometryczne wzory. Pojawiają się na nich kwadraty,  prostokąty, rąby, linie zygzakowate, jodełki, typowe dla tego regionu gwiazdki. Wiele z tych ornamentów to odniesienia do symboliki słońca, gwiazd, księżyca, a także pojęć abstrakcyjnych: przemijania, życia, miłości. Kapy zawieszano na ściany, podniszczonymi przykrywano ławy, wozy, stanowiły wiano. Im więcej ich w domu było, tym gospodyni zaradniejsza. Perebory, na początku pojawiały się na zakończeniach lnianych ręczników. Ręcznik z centralnego Podlasia można określić mianem fenomenu kulturowego. Wytwarzano je jeszcze w latach 60. XX wieku, co świadczy o procesie długiego trwania w lokalnej kulturze. Ręczniki, a przede wszystkim ich właściciele, są do dziś nośnikiem wiedzy dotyczącej  sfery duchowej, obrzędowej, ale i gustów estetycznych.

 

Tkane opowieści

W jednym z domów zbieracze natknęli się na stare zeszyty należące do Mirosławy Iwaniuk z Dubicz Cerkiewnych (dostała je od swojej mamy Nastazji Chilimoniuk), w których zanotowane zostały wzory kap tkanych w cztery nicienice. Długie szeregi cyfr pokazują jak skomplikowane to rękodzieło, jak precyzyjna robota, ile snujących się wątków. Rozmowy o pleceniu często przetykane były opowieściami o dawnych czasach, o tradycji, o poplątanych losach, równie wielowątkowych jak tutejsze tkaniny. Tamara Jawdosiuk z Dobrowody, która pieczołowicie przechowuje odziedziczone po rodzinie kilimy i ręczniki, wyciągnęła ze swojego kufra rzeczy niepodobne do innych. Agatę zachwyciła makatka z surowego lnu, ozdobiona kanciastymi zwierzątkami i kwiatowy, kolorowo wyszywany bieżnik. 

- Czarne jelonki mają z 70 lat – śmieje się Tamara Jawdosiuk. - Zrobiła je moja siostra Nadzieja Filimoniuk, rocznik 1937, kiedy jako dziecko uczyła się szycia. Bieżnik w kwiaty jest z Kijowa.

- Nie tutejszy?

- Tutejszy. W 1915 moja rodzina wyjechała bieżeństwo w głąb Rosji. Dwójka rodzeństwa wróciła do Dobrowody około roku 20, dwójka została tam na zawsze. Ciocia Anna Huk, zamieszkała w Kijowie. Przyjechała tu w latach 70. Okazało się, że po takiej rozłące nawet  najbliższej rodzinie trudno się dogadać. Wychowana w ZSRR, była walczącą z religią komunistką. Oburzyła się, kiedy bardzo wierząca siostra z Polski, zaproponowała jej, żeby poszły do cerkwi. Wkrótce po wyjeździe z Polski dostała paraliżu. Odwiedziłam ją  w 77 roku w Kijowie. Dała mi ten stary bieżnik, żebym zabrała go do Polski, jako pamiątkę po niej. Cieszę się, że będzie na wystawie. Ciocia pewnie też. 

Zbiory zostaną też zapisane w formie multimedialnej i udostępnione w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. dr Tadeusza Rakowieckiego w Hajnówce.

 

Wystawa została przygotowana w ramach projektu „Historie utkane z nici- stare rękodzieło dla przyszłości”, dofinansowanego w ramach Programu „Patriotyzm Jutra” realizowanego przez Muzeum Historii Polski w Warszawie

facebook